
Jest początek lipca. W moim pożyczonym od przyjaciół domu – dawnej piekarni na obrzeżach Porto, do którego to ewakuowałam się z centralnej Portugalii by, bezskutecznie raczej, uciec od upałów – skwar wlewa się każdą możliwą szparą w nieszczelnych drzwiach i oknach.
Nie pamiętam od dawna takiej spiekoty na północy kraju, który mam przywilej okupować od prawie dziesięciu lat. Zazwyczaj Atlantyk przynosi tu jednak rześką bryzę, ale nie tym razem. W tym roku Porto dusi się powolutku w nieruchomym powietrzu i wspomnieniu zapachu czerwcowych sardynek Sao Joao.
Ale gorąco w mieście jest również z innego powodu – kilka dni temu zakończył się tu bowiem fantastyczny literacki festiwal Babell.
Porto, miasto-książka
To inauguracyjna edycja literackiego festiwalu w Porto, której celem było przeistoczenie, na te kilka dni, miasta w konceptualne miasto-książkę. Wydarzenia odbywały się głównie w przestrzeni publicznej, na placach, ulicach, w parkach, oknach i na balkonach.
To ogromne przedsięwzięcie zaczęło się od współpracy z Fundacją Księgarni Lello i rodziną Pedro Pinto – właścicieli kultowej księgarni Lello, która świętowała swoje 120 urodziny. Pierwszy wielki sukces Babell, jak podkreślał jego kurator i organizator Rui Couceiro podczas spotkania z zagranicznymi dziennikarzami, to fakt, że
„Udało się ściągnąć nie jedno czy dwa głośne nazwiska, ale dziesięć gwiazd absolutnie pierwszego formatu. Co więcej, festiwal Babell zgromadził również najwybitniejszych współczesnych twórców piszących w języku portugalskim”.

Wśród owych światowych znakomitości znaleźli się: Margaret Atwood, László Krasznahorkai, Salman Rushdie, Julian Barnes oraz Olga Tokarczuk. Z kolei z nazwisk pisarzy portugalskich i szerzej – luzofońskich, publiczność miała okazję spotkać m.in. Valtera Hugo Mãe (w Polsce znamy tylko Apokalipsę ludzi pracy), Gonçalo M. Tavaresa (autor moich ulubionych Panów z dzielnicy), Lídii Jorge (autorki powieści Ci, o których pamiętamy) czy Conceição Evaristo, która na swoje pierwsze polskie tłumaczenia wciąż jeszcze czeka.
„Jeśli przyjrzeć się temu z bliska, dzieje się tu coś niezwykłego. Każde spotkanie na Praça dos Leões gromadzi grubo ponad tysięczną publiczność – i nie ma tu mowy o wyjątkach – opowiadał Rui Couceiro. – Tak było wczoraj, tak jest dzisiaj i dokładnie to samo czeka nas jutro. Każda pojedyncza dyskusja przyciąga tu regularnie ponad tysiąc osób”.
Kurator festiwalu dodał jeszcze, że wiele spotkań było wyprzedanych do ostatniego miejsca i trzeba było organizować dodatkowe, by nikt nie odszedł zawiedziony. Nie było więc zaskoczeniem, że na spotkanie z Salmanem Rushdiem, które ze względów bezpieczeństwa odbyło się w Coliseu do Porto rozeszło się aż 3000 biletów-książek.
Tak! Biletów-książek. Bo koncept festiwalu opiera się na wizji książkowej papierowej waluty. Tokenem wstępu na większość wydarzeń była książka kupiona w jednej z księgarni. Pomysł oryginalnie użyty właśnie w księgarni Lello, gdzie za wstęp płaci się kupując książkę. Tutaj jednak chodziło o coś więcej, o nadanie literaturze, może takiej trochę popkulturowej wartości i zachęcić ludzi, a szczególnie młodzież, do przekroczenia progu księgarni.
„To jest walka – argumentował bezkompromisowo Couceiro. – Właśnie dlatego stworzyliśmy system, w którym wejściówką na wydarzenia jest książka, co zmusza ludzi do odwiedzenia księgarń. Oficjalne statystyki są bezwzględne: ponad 70% młodych Portugalczyków nigdy nie postawiło stopy w księgarni. Kiedy więc organizujemy koncert na Avenida dos Aliados z udziałem artystki takiej jak Bárbara Bandeira – która jest artystką młodzieżową – robimy to dokładnie po to, by ci młodzi ludzie poszli do księgarni po swój >>bilet-książkę<<. To był nasz główny cel. Uważam, że ten system biletowy, w którym wszystkie lokalne księgarnie zamieniają się w nasze wielkie kasy festiwalowe, to największa zasługa i sukces festiwalu Babell”.
Po wieży babel w dobie AI
Jednym z założeń festiwalu było to, że każdy twórca mówi w swoim języku ojczystym.
„Na samym początku, kiedy zacząłem zapraszać autorów, wiele osób powtarzało mi: »Och, nie zapraszaj tej osoby, bo nikt nie rozumie jej języka. Zapraszajmy tylko tych, którzy mówią po hiszpańsku lub angielsku«. Ale ja tego nie chciałem. Jedyne, co mnie interesuje, to kryterium jakościowe. Dlatego zaprosiłem wyłącznie tych pisarzy, których naprawdę podziwiam i których uważam za wyjątkowo dobrych”. – opowiadał kurator festiwalu.
Spotkania były tłumaczone symultanicznie przez tłumaczy ze wsparciem AI i transkrybowane przez AI na wielki ekran znajdujący się za plecami autorów.

O ile na spotkaniu z Olgą Tokarczuk nie miałam z tym żadnego problemu, o tyle już spotkanie z László Krasznahorkaiem udowodniło, że choć koncept jest nowoczesny, słuszny i piękny – zwłaszcza podoba mi się idea zdegradowania lingua franca, czyli owego nieznośnego zangielszczenia naszej rzeczywistości – to w praktyce, łatwo nie jest. Zresztą sama Olga Tokarczuk wyraziła publicznie wątpliwości wobec takiego cyfrowego pośrednictwa, dodając z uśmiechem, że AI nie rozumie kontekstów i metafor, a ona tychże zamierza przecież na scenie używać.
Brak znajomości węgierskiego sprawił, że z wypowiedzi jednego z moich ulubionych pisarzy, zrozumiałam tylko część. Na szczęście magnetyczna osobowość László wynagrodziła te braki w zupełności. Cała publiczność – w większości przecież niewęgierskojęzyczna – dała się mu natychmiast uwieść. Nagrodziła go zresztą wielokrotnymi entuzjastycznymi owacjami, na przykład po jego sugestii, by Donalda Trumpa wysłać na Księżyc w ramach programu Artemis i dopilnować, by nigdy już na Ziemię nie wrócił.
W przerwach jednak rozmawiałam z widzami na temat tej innowacyjnej transkrypcji i nawet Portugalczycy przyznawali, że mieli trudność z podążaniem za tekstem, który nieustannie fluktuował na ekranie. Słowa raz znikały, raz się pojawiały, algorytm na bieżąco zmieniał formy gramatyczne, a ciągłe wpatrywanie się w cyfrowy matriks powodowało po prostu ból przedniego płata czołowego.
Gdy zapytałam Ruiego Couceiro, jak zamierza rozwiązać ten technologiczny problem w przyszłości, odpowiedział:
„Na każdym spotkaniu mamy tłumacza symultanicznego. Sztuczną inteligencję wykorzystujemy wyłącznie do generowania napisów na żywo. Proces wygląda więc tak, że to człowiek najpierw przekłada treść na bieżąco, a sztuczna inteligencja zajmuje się tworzeniem napisów, bo żaden człowiek nie byłby w stanie pisać tak szybko.
Gdzie leży problem? Cóż, bywa tak, że ktoś mówi ze sceny »Rimbaud«, a AI wyświetla na ekranie »Rambo«. To bywa absurdalne. Oczywiście wolałbym, żeby tak się nie działo i staramy się ten system maksymalnie ulepszać.
Idealnie byłoby, gdybyśmy w przyszłych edycjach mogli poprosić uczestników mailowo o pobranie specjalnej aplikacji i zabranie własnych słuchawek, by mogli słuchać tłumaczenia bezpośrednio w telefonie. Pracujemy nad wdrożeniem takiego rozwiązania na kolejne lata. Inne opcje zostały odrzucone przez samych autorów. Przykładowo, tłumaczenie konsekutywne zupełnie rozbija dynamikę rozmowy, prawda? Jeśli ja coś powiem, a potem tłumacz to przekłada, to w międzyczasie zdążę już zapomnieć, o czym w ogóle mówiłem. Traci się rytm i tę intymną więź z publicznością. Nie ma rozwiązań idealnych. Wybraliśmy to obecne w pełnym porozumieniu z pisarzami.”
Autostopem przez geografię
Jako że jednym z celów naszego magazynu jest zbliżanie naszych dwóch kultur poprzez pokazywanie twórców nieznanych mainstreamowi, pisarzy nie tłumaczonych na polski i portugalski, i budowanie nienachalnych mostów międzykulturowych, festiwal Babell wpasował się w tę wizję idealnie.

Gdybyśmy wszyscy posiedli znajomość jakiegoś języka totalnego – niczym w nieskończonej Bibliotece Babel Jorge Luisa Borgesa, gdzie w chaosie liter ukryte jest wszystko, co kiedykolwiek zostało i zostanie powiedziane we wszystkich językach świata… Albo gdybyśmy, wzorem bohaterów Autostopu przez Galaktykę, mieli w uchu kultową rybkę Babelfish – uniwersalnego tłumacza, który natychmiast zaciera wszelkie granice… Być może wtedy nasze kraje nie byłyby od siebie tak odległe, a polska literatura nie brzmiałaby dla Portugalczyków jak szeleszczący szyfr, i vice versa.
„Nie znamy twórczości z innych krajów, ponieważ ona do nas po prostu nie dociera – komentował ten temat Rui Couceiro podczas konferencji prasowej. – Sam jestem pisarzem – portugalskim autorem tworzącym w języku peryferyjnym, mimo że to jeden z najczęściej używanych języków na świecie.
Mam jednak pełną świadomość tego, jak trudno jest przebić się z własną literaturą do innych krajów, bo tam zazwyczaj nikt jej nie zna i nie ma dla niej przestrzeni. Wyobrażam sobie, że dokładnie to samo dzieje się z literaturą polską. I właśnie dlatego ten festiwal buduje mosty. Nagle mamy wybitną polską autorkę, która przemawia do tysięcy ludzi, a czytelnicy, sięgając po jej książki, uświadamiają sobie: »Wow, w tej Polsce powstają genialne rzeczy«. Tak dzieje się z każdym nowym obszarem. Jeśli w przyszłych edycjach zaprosimy autorów z kolejnych zakątków świata, z pewnością powtórzy się ten sam scenariusz”.
Literacki wirus
Choć na ostateczne, oficjalne podsumowania przyjdzie jeszcze czas – organizatorzy już badają dokładne statystyki. I wiadomo, że bilans zamyka się w dziesiątkach tysięcy sprzedanych książek-biletów. Dziesiątkach tysięcy.
Pomysł, by biletem wstępu na wydarzenie kulturalne była fizyczna książka, przyniósł coś absolutnie zjawiskowego. Cel na kolejne lata pozostaje jasny: zarazić tęsknotą za papierem całe Porto.

Może za kilka lat na ulicach będzie mniej turystów, przyjeżdżających do Porto by konsumować przygotowane dla nich atrapy portugalskości, a więcej świadomych podróżnych z książką pod pachą, którzy interesują się czymś więcej niż pamiątkowym magnesem z sardynką wyprodukowanym w chinach, a sprzedawanym w indyjskim sklepie.
Nie wiem, czy ze swoim wrodzonym, wschodnioeuropejskim sceptycyzmem potrafię uwierzyć, że taki model rzeczywiście na stałe zmieni tkankę miejską i nawyki czytelnicze. Statystyki sprzedaży podczas festiwalu Babell mówią jednak same za siebie. Moim jedynym, cichym pytaniem pozostanie: czy aby uczestnicy festiwalu te wszystkie zdobyte książki rzeczywiście przeczytają.
Wszelkie tłumaczenia pomiędzy językami polskim, angielskim i portugalskim są moje, ze wsparciem AI. Transkrypcja wywiadu automatyczna. Teksty zostały poddane korekcie przez native speakerów każdego języka. Jeżeli do tekstu mimo wszystko na jakimkolwiek etapie wkradły się błędy czy nieścisłości – bardzo przepraszamy i zapraszamy do korygowania, na pewno poprawimy!
Redakcja
Rui Couceiro (ur. 1984) – portugalski pisarz, edytor i dziennikarz kulturalny związany z magazynem Visão. Autor głośnej, nagradzanej powieści Baiôa sem Data Para Morrer (2022). Wiosną 2026 roku wydał swoją najnowszą książkę A Mais Bela Maldição (Najpiękniejsze przekleństwo) – literacki reportaż o transformacyjnej sile czytania w dobie sztucznej inteligencji. Wciąż czekamy na pierwsze polskie tłumaczenie.
Festiwal Literacki Babell – Międzynarodowy festiwal literacki, którego inauguracyjna edycja odbyła się w czerwcu 2026 roku w Porto. Głównym organizatorem i instytucją sprawującą mecenat nad wydarzeniem jest Fundacja Księgarni Lello (Fundação Livraria Lello), która powołała festiwal do życia w ramach obchodów 120-lecia istnienia oficyny. Projekt został zrealizowany w partnerstwie strategicznym z Władzami Miejskimi Porto. Za koncepcję programową oraz koordynację zaproszeń delegacji autorskich odpowiadał kurator festiwalu, Rui Couceiro.